Kariera

Sprawdź jak może wyglądać Twoja kariera w MDDP. Zachęcamy do zapoznania się z aktualnymi ofertami pracy więcej

Kariera

Sprawdź jak może wyglądać Twoja kariera w MDDP. Zachęcamy do zapoznania się z aktualnymi ofertami pracy więcej

23-04-2012
Diabeł tkwi w szczegółach

Planowane przez resort finansów zmiany w ustawie o VAT są poważne, ale nie rewolucyjne – ocenia Tomasz Michalik, doradca podatkowy, partner w MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy, w rozmowie z Aleksandrą Tarką

 

Czytając ostatni projekt nowelizacji przygotowany przez Ministerstwo Finansów, można pomyśleć, że resort chce zafundować podatnikom dużą zmianę w VAT. Czy będzie to prawdziwa rewolucja?

TOMASZ MICHALIK: Rewolucja raczej nie, ale na pewno duża zmiana. Z pewnością szczególnie daleko idące są zmiany dotyczące momentu powstania obowiązku podatkowego oraz fakturowania. Pozostałe zmiany są mniej rewolucyjne. Do tego projekt nowelizacji ustawy o VAT zawiera mnóstwo ważnych zmian zagadnień jednostkowych, takich jak nowa definicja importu czy zupełnie nowe pojęcie terenów budowlanych.

Niewątpliwie jednak to propozycje dotyczące obowiązku podatkowego i fakturowania mają charakter zasadniczy w projekcie, także dlatego, że dotkną wszystkich podatników. Przy tym o ile zmiana przepisów w sprawie obowiązku podatkowego wynika, jak należy rozumieć, z obserwacji praktyki i chęci ograniczenia możliwości przesuwania momentu jego powstania na kolejny okres, o tyle zmiany dotyczące faktur wiążą się z nowelizacją dyrektywy 2006/112/WE. Każde państwo UE ma obowiązek dostosowania swoich przepisów do znowelizowanych reguł dotyczących faktur do końca tego roku. Dlatego te propozycje oceniam jako najważniejsze – nie ma wątpliwości, że one wejdą w życie. W wypadku obowiązku podatkowego wiele jeszcze w procesie legislacyjnym może się zmienić.

Propozycje gruntownej zmiany w zakresie powstania obowiązku podatkowego budzą już wątpliwości. Z ustawy zniknie bowiem wiele szczególnych momentów powstania obowiązku podatkowego. Z drugiej strony, zupełnie zmieni się podstawowa zasada rozliczania VAT z fiskusem. Czy to ruch w dobrym kierunku?

Co do zmian dotyczących szczególnych momentów powstania obowiązku podatkowego to uważam, że generalnie nie jest to dobry pomysł. Określenie szczególnego momentu powstania obowiązku jest bowiem efektem specyfiki, czy to danej branży, czy określonego standardu rozliczania. Standaryzowanie w tej mierze wydaje się działaniem niepotrzebnym. Co do zasady natomiast zgadzam się z uzasadnieniem projektu, że proponowany zapis zbliży polskie regulacje do przepisów dyrektywy. W praktyce jednak można postawić pytanie, czy wartością godną ochrony nie jest aby przyjęty od 1993 r. standard, do którego tak podatnicy, jak i organy podatkowe są przyzwyczajeni i który funkcjonuje, jak się zdaje, całkiem dobrze.

Należy zaznaczyć, że dzisiejsza zasada generalna jest prosta dla podatników także z tego względu, że obowiązek podatkowy skorelowany jest z momentem wystawienia faktury – to sprawia, że w stosowanych systemach moment powstania obowiązku podatkowego jest bardzo łatwo uchwytny. Proponowana zmiana daje podatnikom trochę luzu, bo obowiązek podatkowy nie będzie tak mocno powiązany z momentem wystawienia faktury. Obowiązek podatkowy ma, co do zasady, powstawać w rozliczeniu za miesiąc lub kwartał, w którym dokonano dostawy towaru lub wykonano usługę. I fundamentalnie to nie jest duża zmiana. Bo dziś, jeśli podatnik dokonał sprzedaży w styczniu i wystawi fakturę w styczniu, to podatek będzie rozliczał w deklaracji składanej w lutym. Ale jeżeli czynność nastąpiła pod koniec miesiąca, to wystawiając fakturę na początku miesiąca kolejnego, może przesunąć moment rozliczenia podatku o cały miesiąc. Ta możliwość ma być wyeliminowana.

Czyli podatnicy stracą tę niewielką elastyczność w rozliczaniu VAT?

Tak, w razie przyjęcia nowelizacji opartej na dzisiejszym projekcie. To pierwszy minus nowego rozwiązania. Drugim jest konieczność dostosowania systemów księgowych do nowych regulacji. Dotyczy to wszystkich podatników.

Czy spowoduje to duże koszty?

To zawsze zależeć będzie od stopnia skomplikowania stosowanych systemów. Ale generalnie ten koszt nie powinien być nadmierny. Najważniejsze wydaje się co innego – podatnik będzie musiał mieć czas na dostosowanie swoich systemów do nowych regulacji. Zważywszy na to, że zmiany dotyczyć będą podstawowych elementów związanych z prowadzeniem ewidencji i samym rozliczaniem podatku, sądzę, że sześciomiesięczne vacatio legis byłoby właściwe. Biorąc pod uwagę to, że dziś jesteśmy dopiero na początku procesu legislacyjnego, wydaje się pewne, iż ten okres na dostosowanie będzie znacząco krótszy.

Czy zmiany wpłyną w korzystny sposób na zatory płatnicze?

Wątpię. Nie wydaje mi się, żeby proponowane rozwiązanie mogło mieć jakikolwiek wpływ na kwestię zatorów płatniczych. Podkreślmy, że z punktu widzenia przepływów finansowych proponowane rozwiązanie dotyczące obowiązku podatkowego pogarsza sytuację podatnika. Załóżmy, że podatnik świadczy usługi i wystawia faktury piątego dnia każdego miesiąca i tak też ma zamiar fakturować po zmianie przepisów. Jeżeli dziś podatnik wystawi fakturę 5 czerwca za usługi wykonane w maju, to obowiązek podatkowy powstanie 5 czerwca, a zatem zostanie rozliczony w deklaracji składanej do 25 lipca. Podatnik ma więc półtora miesiąca na to, by otrzymać kwotę wynikającą z faktury od kontrahenta – tak by nie musiał finansować VAT z innych środków. Po zmianie przepisów wystawienie faktury za usługi wykonane w maju 5 czerwca oznaczać będzie konieczność rozliczenia podatku do 25 czerwca. Czas na ściągnięcie należności skróci się radykalnie. Oczywiście oznacza to także, że podatnik taki powinien wystawiać fakturę wcześniej. Wystawienie faktury w ostatnim dniu miesiąca nie zawsze będzie jednak możliwe. Na kłopoty z przepływami finansowymi podatnika – ale wciąż nie na zatory płatnicze – mogłoby wpłynąć rozwiązanie, w którym obowiązek podatkowy byłby oparty na otrzymaniu płatności.

To może powinno się to zrobić.

To byłoby trudne. Po pierwsze, formuła ta jako rozwiązanie generalne byłaby raczej nie do zaakceptowania dla ministra finansów. Bo jeśli podatnik mógłby rozliczyć podatek należny dopiero wtedy, kiedy wystawiona faktura zostałaby zapłacona, to w zasadzie powinna

pojawić się symetria w prawie do odliczenia. Wtedy prawo do odliczenia po stronie nabywcy powinno pojawić się dopiero, kiedy faktura zostanie zapłacona. A to byłoby niezgodne z dyrektywą. Skoro tak to należałoby pozostać przy obecnych zasadach odliczenia. To zaś oznaczałoby, że Skarb Państwa byłby narażony na straty. Bo wystawca faktury mógłby czekać z rozliczeniem podatku do otrzymania zapłaty, a jego kontrahent mógłby odliczyć podatek na podstawie otrzymanej faktury.

Po wtóre, pojawiłaby się generalna wątpliwość co do zgodności takiego rozwiązania z dyrektywą. Dyrektywa dopuszcza co prawda oparcie momentu powstania obowiązku podatkowego na otrzymaniu płatności, ale jedynie jako rozwiązanie mające charakter wyjątku.

Czyli tu dobrego rozwiązania nie ma.

Nie ma rozwiązania idealnego, tzn. takiego, które byłoby jednoznacznie korzystne dla wszystkich stron.

A jak pan ocenia nową definicję podstawy opodatkowania?

Uważam, że to dobra zmiana.  Dziś przepis mówi, że w wypadku transakcji dokonywanych w kraju podstawą opodatkowania jest obrót, czyli kwota należna z tytułu sprzedaży. Dyrektywa natomiast odnosi się do zapłaty i przewiduje, że podstawą opodatkowania jest „wszystko, co stanowi zapłatę otrzymaną lub którą dostawca lub usługodawca otrzyma" w zamian za towary lub usługi.

Nowelizacja przenosi niemal wprost zapisy dyrektywy do polskiej ustawy. Niestety projekt powtarza błąd w polskim tłumaczeniu dyrektywy – podstawą opodatkowania powinna być bowiem zapłata, którą podatnik otrzymał lub którą ma otrzymać, dotyczy to więc kwoty należnej mu z tytułu dokonanej czynności. Sformułowanie „zapłata, którą podatnik otrzyma", ma zupełnie inne znaczenie – chodzi w nim nie o kwotę, do której podatnik jest uprawniony, ale o faktyczną wartość, którą otrzyma. Ta zaś nie jest znana w chwili powstania obowiązku podatkowego. Ale nie jest to błąd, którego nie da się usunąć na dalszych etapach procesu.

Jakie wskazałby pan plusy rozwiązań proponowanych przez Ministerstwo Finansów w projekcie?

Przede wszystkim jest wiele elementów, które jeszcze bardziej dostosowują polskie przepisy do standardów dyrektywy 2006/112/WE. Przykładowo, w zakresie podstawy opodatkowania mamy wprowadzoną formułę, której nie wiedzieć czemu nigdy dotąd nie było w polskich przepisach, a która jest podstawą refakturowania kosztów. Podstawa opodatkowania nie będzie obejmować kwot otrzymanych od nabywcy lub usługobiorcy jako zwrot udokumentowanych wydatków poczynionych w imieniu i na rzecz nabywcy lub usługobiorcy, a zaksięgowanych przez podatnika na koncie przejściowym. Jest to rozwiązanie, które polski ustawodawca miał obowiązek wprowadzić od 1 maja 2004 r. No ale lepiej późno niż wcale.

Innym przykładem jest próba wprowadzenia rozwiązań wynikających z orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczącego uzależnienia obniżenia podstawy opodatkowania od otrzymania potwierdzenia odbioru faktury korygującej przez nabywcę. W tej mierze wydaje się, że przyjęte rozwiązanie jest względnie proste. Oczywiście w praktyce mogą pojawić się wątpliwości dotyczące w szczególności tego, ile prób uzyskania potwierdzenia odbioru korekty powinien wykonać podatnik i jak powinien je dokumentować, ale sądzę, że praktyka przyniesie rozwiązania. Czy wystarczające będzie wysłanie kontrahentowi e-maila z zastosowaniem funkcji powiadomienia o jego dostarczeniu odbiorcy? W świetle projektu – jest to w zupełności wystarczające.

Podsumowując, generalnie pozytywnie ocenia pan propozycje Ministerstwa Finansów?

Uważam, że co do zasady zmiany idą w dobrym kierunku, ale oczywiście diabeł tkwi w szczegółach. Mamy tę podstawową wątpliwość co do tego, czy warto majstrować przy obowiązku podatkowym. Propozycje zawierają też trochę rozwiązań nieprecyzyjnych, także trochę błędnych, ale to można wyeliminować w pracach nad nowelizacją.

Niektóre zmiany są dla podatników zdecydowanie korzystne, np. zmiana wartości towarów, których przekazanie nieodpłatne będzie nieopodatkowane ze 100 do 200 PLN. Sądzę, że to wciąż za mało, ale na pewno jest to krok we właściwym kierunku.

Dobrze, że projekt zmienia definicję importu towarów czy wprowadza definicję terenów budowlanych. W tym drugim wypadku można mieć wątpliwości co do samej jej treści, ale jej wprowadzenie należy ocenić zdecydowanie pozytywnie. To także pokazuje, że minister finansów reaguje na orzecznictwo sądów administracyjnych. Przykładów takich jest zresztą w tym projekcie więcej. Ogólnie rzecz biorąc, proponowane przepisy wydają się niezmiernie interesujące, aczkolwiek wymagają jeszcze dopracowania.

 

Źródło: Rzeczpospolita/ Aleksandra Tarka

lista aktualności